jako osoba nieuleczalnie uzależniona od adrenaliny, Harry wyrządził swojemu ciału cały szereg godnego pożałowania i w efekcie bolesnych krzywd, ale przecież nie sposób przejść obojętnie obok perspektywy radosnego kopa endorfin podczas jazdy na snowboardzie po niestabilnym puchu, dreszcz emocji w bondowskim stylu na torze parkour, wywołujących zamroczenie wstrząsów przy grze w rugby, a teraz nie wiadomo jakiego cholerstwa na kursie u Tima.
teoretycznie rzecz biorąc, Harry jest świadomy, że joga to tylko przesadne, daleko posunięte rozciąganie, ale prędko wychodzi na jaw, iż w praktyce oznacza balansowanie ma granicy wyrafinowanych męczarni, w trakcie których, kurwa, nieustannie należy przypomnieć sobie, żeby nie odrywać pięt od podłoża, trzymać kolana skierowane do góry, a uda odwrócone na zewnątrz – że JAK?! – i, co najważniejsze: nie grzmotnąć ryjem o podłogę.
Harry jest wysportowany i dobrze o tym wie, do cholery, ale najwyraźniej długie lata pozbawiania się stresu przy pomocy sportów wymagających tempa lub gier zespołowych typu futbol amerykański nie przyczyniły się zbytnio do wyrobienia giętkości mięśni. kiedy Timothée łagodnym głosem nakazuje wszystkim skłonić się do pozycji uttanasana, ostry ból sprawia, że plecy Harry'ego totalnie bojkotują polecenie.
– tłumaczenie specjalne dla pana Styles'a: dotykamy stóp czubkami palców – mruczy Timothée pełnym satysfakcji głosem.
– tak, przecież to robię. – odpowiada Harry opryskliwie, ale nie ryzykuje odwrócenia głowy, bo wlepienie wzroku we własne stopy i próby muśnięcia opuszkami szorstkiej gumowatej maty, którą wypożyczyła mu Alicja, są skrajnie wymagającym zadaniem, a wątpi czy uda mu się poradzić z obiema czynnościami naraz i patrzeć przy tym na nogi Timothée'a.
Timothée wzdycha nad jego głową.
– wiesz, że to kurs dla średnio zaawansowanych, prawda?
– Timothée, doprawdy jesteś rozbrajający z taką ilością specjalnej uwagi. ktoś mógłby pomyśleć, że mnie faworyzujesz. – mówi Harry, gapiąc się na swoje kolana. swoje pieprzone kolana, uścieliwszy. są ugięte, a jest niemal pewien, że gdy Timothée demonstrował im wcześniej te pozycję, trzymał nogi prościuteńko i to zupełnie bez wysiłku. Harry jest niemal pewien, bo w tamtym momencie jego radosne myśli zaprzątało co innego, a mianowicie ciąg wyjątkowo sprośnych skojarzeń.
– i pamiętaj o oddechu. – tłumaczy mu Timothée i tym razem w jego głosie zdecydowanie pobrzmiewa ironiczny śmiech, więc Harry zaczyna się wkurzać, ale nagle czuje rękę na kolanie i czubki palców przesuwające się w zagłębienie pod kolanami.
– rozluźnij uda, to ci pomoże – słyszy mruknięcie Timothée'a.
Harry'emu ciśnie się na usta co najmniej tysiące seksownych ripost, ale Timothée raptem znika i zabiera ze sobą swoje ciepło. kątem oka dostrzega znajomy, szybki ruch bioder na trasie do maty Botoksu Numer Dwa, a jego uszu dobiega pytanie:
– Pani Carlyle, co mówiłem na temat swobodnego ułożenia ramion?
absolutnie nieoczekiwanym i miłym efektem ubocznym stanu grożącego w każdej chwili utratą przytomności z niedotlenienia i rwącego bólu okazuje się fakt, że skupiony na tragedii swojego położenia Harry traci poczucie czasu do chwili, gdy za zdumieniem rejestruje pochwałę Timothée'a:
– proszę państwa, spisaliście się świetnie...
wszyscy prostują się, rozciągają i potrząsają kończynami – poza Harry'm, który podnosi się z dłońmi wspartymi o kolana, powoli jak dotknięty reumatyzmem staruszek, obolały i pełen budzących się w nim morderczych instynktów, a wtedy...
– ... przy ćwiczeniach rozgrzewających. a teraz przechodzimy do zasadniczych układów – kończy Timothée ze swojego miejsca na przodzie sali.
– o cholera – mówi Harry.
Timothée prowadzi ich od tadasana przez utkatasana do garudasana. kilka razy robi przerwy na pierwszą z tych pozycji, tak by każdy mógł złapać oddech i solidnie "zakorzenić się stopami w Matce Ziemi". Harry ledwo ma czas by być mu za to wdzięczny, bo Timothée już przechodzi płynnie do wojownika I – w wydaniu Harry'ego wygląda to raczej jak liczne zaburzenia w odczuwaniu siły grawitacji – a potem do wojownika III, wyprostowany jak struna i absolutnie nieskalany wysiłkiem.
Harry ma wrażenie, że już za chwilkę, już za momencik przewróci się na matę i strategicznie powali za sobą faceta ćwiczącego obok, kiedy Timothée ogłasza:
– opuszczamy nogę, znajdujemy oparcie, łączymy stopy z ziemią i odprężamy mięśnie pleców.
Harry wykonuje polecenie. z ulgą kręci mu się w głowie, a krople potu spływają mu po twarzy. kurwa mać. to rozciąganie było najgorszym sadyzmem, jak świat długi i szeroki.
w sali rozbrzmiewa znów głos Timothée'a:
– a teraz czas na coś bardziej wymagającego.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz