piątek, 2 marca 2018

7

okrutna prawda wygląda tak, że Harry rzeczywiście zniósłby mnóstwo upokorzenia, o ile tylko Timothée znalazłby się wreszcie pod nim gotowy, otwarty, dyszący i zarumieniony od piersi aż po koniuszki swoich cudownych białych kończyn. w ciągu tych dwóch lat, odkąd podjął pracę w firmie Payne & Payne, był wielokrotnie zapraszany do Ashtona i Liama na uroczyste kolejce z okazji bożego narodzenia i wielkiej nocy, i obserwował Timothée'ego kłócącego się z Liamem na temat sosu z borówek lub tego, czy dzieciom wolno otworzyć prezenty już w przeddzień świąt. cala sprawa zaczęła się, jak większość podobnych przygód w życiu Harry'ego, od iskry chciwej żądzy, lecz Timothée okazuje się jedną z tych niemożliwie skomplikowanych zagadek, które każą podejmować ciągle próby rozwiązania, w efekcie czego Harry kompletnie zatracił się w jej zawiłościach. chce wiedzieć, dlaczego ktoś, kto ze świetnymi wynikami skończył studia architektoniczne ze specjalizacją ilustracji technicznej, otwiera sobie cholerne studio jogi, zamiast pracować w swoim zawodzie. chce wiedzieć, jak Timothée poznał Ashtona i Liama, czemu uśmiecha się szeroko i otwarcie tylko do tak nielicznych osób i co Harry musi zrobić, żeby uśmiechnął się w ten sposób również do niego. Harry chce, żeby Timothée go lubił, żeby był wobec niego tak śmiesznie lojalny, jaki jest w stosunku do Liama i Asha, i żeby przychodził do niego na przyjęcia świąteczne bez przejmowania się szalejącymi na zewnątrz zamieciami, bo Harry go o to prosił. Harry jest dobry w tym, co robi, ponieważ zna się na ludziach, i to jedno natrętne podejrzenie nie daje mu spokoju; że Timothée zdobyty raz, jest zdobyty na zawsze, a Harry nie pamięta, żeby pragnął w swoim życiu kogoś z tak wielką desperacją jak właśnie jego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz