piątek, 16 marca 2018

9

niesamowita radość płynąca z faktu przyciągnięcia do siebie rąk Timothée'a i, co ważniejsze, jego uwagi, rozwiewa się następnego ranka, kiedy Harry, rozłożony na łózko twarzą w dół, musi odbyć trzy rozmowy przez telefon, aby ogłosić swoją dzisiejszą niezdolność do pracy oraz przyznać się do porażki, szukając pomocy u profesjonalisty. na jego nieszczęście owym profesjonalistą jest Zayn.
– to niesamowite – stwierdza Zayn. – gdzieś ty się tak paskudnie urządził?
– naciągnąłem sobie mięśnie, a nie połamałem kości. – protestuje Harry, ale potrzebuje całej wieczności, żeby wyprostować się na kozetce.
– trudno się z tobą zgodzić, sądząc po tym, jak długo przebierałeś się do badania – mruczy Zayn.
przez kilka minut (albo godzin) bezlitośnie i rozdzierająco boleśnie obraca i szarpie barkami Harry'ego.
– i jak? pomogło trochę?  pyta w końcu.
Harry, który pozostawił piękny odcisk zębów na turkusowym obiciu kozetki ponad brzegami sterylnej papierowej podkładki, krzyczy:
– kurwa, nie do cholery, Zayn!
– trudno, ręce mnie rozbolały – odpowiada Zayn rzeczowo. – co powiesz na trochę trawki zamiast masażu?
i oto w ten sposób obaj lądują na dachu małego tętniącego życiem gabinetu Zayna  z licencją w dziedzinie akupunktury, akupresury, masażu oraz chiropraktyki w dzielnicy Louvre  i podają sobie na zmianę jointa wśród trzepotu powiewającej na wietrze szpitalnej koszuli Harry'ego.
– nie wiem czemu od razu nie przeszedłeś do tej metody leczenia  mówi Harry.
– mam dyplom medycyny i lubię udawać, że z niego korzystam.  odpowiada Zayn i zdejmuje spinkę z krawata, żeby użyć jej w charakterze szczypczyków do przytrzymywania niedopałka.
Harry decyduje, że zaciąganie się w ten sposób jest poniżej jego godności i wspaniałomyślnie pozostawia Zaynowi resztę pieprzonego skręta.
– masz dyplom z Cambridge, który postanowiłeś olać na rzecz medycyny dalekowschodniej.
Zayn rzuca mu spojrzenie z ukosa.
– a tragicznie uprzedzonej medycynie zachodniej wydaje się, że ma monopol na jedyny słuszny rodzaj leczenia i ignoruje całe wieki tradycji bardzo skutecznych metod niekonwencjonalnych...
– chryste  jęczy Harry – daruj sobie to kazanie.
Zayn szczerzy zęby.
– to co? powiedz mi, jak doprowadziłeś się do tak tragicznego stanu?
Harry przypala papierosa, zbyt odurzony błogim działaniem marihuany, żeby czuć jakieś szczególne przygnębienie.
– a czemu ja się nieustannie doprowadzam do tragicznego stanu?
– aaa – odgaduje Zayn. – Timothée.
– zawsze chodzi o Timothée'ego. – burczy Harry pod nosem.
– śmieszne – mówi Zayn i zabiera się za majstrowanie następnego blanta. – jak długo cię znam, od wspólnych lat na uniwerku aż po dziś, nigdy nie wyłeś typem, który się zbytnio angażuje.
Harry przechwytuje skręta, gdy tylko Zayn przypala jego czubek.
– uwierz mi – zapewnia, zaciągając się głęboko. – nikt nie jest bardziej zdziwiony tym faktem niż ja sam.
Harry zawsze był osobą lubianą, beztroską i niezwykle zręcznie unikającą zobowiązań, zarówno w sprawach zawodowych, jak i też uczuciowych, nic więc dziwnego, że zetknięcie z tak niewzruszonym, obdarzonym nieopartą mocą zapachu jak Timothée przypomniało zderzenie czołowe z powalająco pięknym i fascynująco sprężystym taborem kolejowym. Harry'emu nigdy nie brakowało kochanków, przyjaciół ani pracy, ale jeszcze w całym swoim pieprzonym życiu nie musiał wysilać się nad czymś do tego stopnia, jakby męczył się z jakimś węzłem goryckim, przy którym nie może przestać dłubać, choć czasami zdarzają mu się momenty rezygnacji i zaczyna umawiać się na pół-poważnie z innymi omegami, brać się za jakieś hobby albo rozważać przeprowadzkę do rodzinnej Anglii  i niezmiennie, nieuchronnie powraca do punktu wyjściowego.
– co za żal patrzeć, jak nisko stoczył się najsłynniejszy lekkoduch naszego pokolenia. – Zayn sili się na żałobny ton, ale nie wytrzymuje i parska śmiechem, odpierając Harry'emu jointa. – czy twoja matka wie?
ciałem Harry'ego wstrząsa dreszcz.
– chryste, weź ty się lepiej ugryź w język, Zayn.
– zakładam, że udało ci się utrzymać ją w nieświadomości, skoro Timothée nie dostał jeszcze do podpisania czegoś w rodzaju kontraktu określającego zakres obowiązków ziemiańskich, jaki czekają go w roli przyszłej wicehrabiny. – kontynuuje Zayn z ożywieniem, a Harry, zamiast odciąć się jakimś dowcipnym tekstem, podnosi z dachu odłamany kawałek betonu i ciska nim w przyjaciela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz