niedziela, 29 kwietnia 2018

11

nieszczęście chce, że utkana głównie z euforii chmurka, na której Harry wypłynął po niedzielnych zajęciach ze studia jogi, rozwiewa się w poniedziałek rano i ujawnia ukryty pod sobą sporą i mało przyjemny problem. droga do pracy kolejny raz okazuje się być imponującym aktem samodyscypliny, ale po dotarciu na miejsce Harry nawet nie próbuje nawet siadać przy biurku, tylko organizuje małą prywatną armię złożoną z nowych pracowników i nakazuje jej przemeblować swój pokój.
akcja toczy się nader sprawie, dopóki po przerwie obiadowej nie pojawia się Liam, zestresowany i zdezorientowany. zatrzymuje się w progu jak wryty, a jego widzenie z odwrotnej perspektywy przymrużone oczy wyglądają jeszcze gorzej niż zwykle.
 Styles, co to ma do diabła znaczyć?
 i co? jak ludzie od Krafta przyjęli projekt? pozytywnie?  odzywa się Styles najswobodniejszym tonem na świecie.
 są zdania, że sugerowany przez nas sposób odgryzania sera za bardzo kojarzy się z seksem.  odpowiada Liam odruchowo, zanim przypomina sobie o zadanym wcześniej pytaniu.  Harry, co ty wyprawiasz, do jasnej cholery?
– istnieją przepisy prawne, które nakazują ci jako pracodawcy przystosować miejsce pracy dla osób o specjalnych potrzebach. – mówi Styles.
Payne rozgląda się dookoła i patrzy na zaimprowizowany projektor, który rzuca na sufit obraz z ekranu komputera, na stos poduszek pod plecami Harry'ego, na jego nogi ułożone wysoko na krześle przy biurku, na zrolowaną i wetkniętą pod kark marynarkę, na klawiaturę spoczywającą płasko na jego brzuchu, na przewód od myszy ciągnący się od ustawionego w najbliższym kącie peceta.
– to najgorsze, najbardziej destrukcyjne miłosne zauroczenie, jakie ci się kiedykolwiek przytrafiło. – oświadcza Payne.  już chyba wolałbym, żebyś znów siał zamęt w szeregach naszych pracowników.
Harry wzdycha.
– fakt, to byłoby na pewno znośniejsze i mniej bolesne dla moich pleców, ale niestety Ashton ostatnio zmienił strategię i postanowił zatrudnić samych brzydkich nudziarzy. no, może z wyjątkiem Nialla, ale on z kolei udaje bardzo kiepsko, że jest zbyt religijny, żeby iść ze mną do łóżka przed ślubem. 
 brzydota i przynudzanie jeszcze nigdy nie stanowiły dla ciebie przeszkody w robieniu z naszych ludzi materacy.  zauważył Payne w zamyśleniu.  tutaj chodzi o coś innego.
 szanowny panie Payne!  skrzeczy oburzony Harry.  proszę sobie nie wyobrażać. nawet ja mam pewnie standardy.
Liam, kompletnie niewzruszony, puszcza jego uwagę mimo uszu.
 czy to możliwe, że wzięło cię na serio z Timothée'm?  zastanawia się na głos.
 nie wydaje mi się, żeby biuro było właściwym miejscem na tę rozmowę  ucina Harry, bo wolałby raczej siedzieć przez okrągłą godzinę w pierdolonej pozie gołębia, niż dyskutować o swoich uczuciach z cholernym Liamem Payne'm.  czuje się skrajnie molestowany.
w tym momencie Ashton zagląda przez uchylone drzwi i patrzy na Harry'ego ze ściągniętymi brwiami.
 słuchaj.  zaczyna kategorycznym tonem.  czy ty byłeś wczoraj na lekcji jogi dla omeg w ciąży?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz